Często zdarza mi się słyszeć słowa: „O Boże, ty jesteś feministką!”. I wtedy ogarnia mnie dziwne uczucie.
Czuję się jak zbrodniarka, wróg narodu, zwyrodnialec, sprawczyni najgorszego zła… Jeśli słowa te padają z ust mężczyzny to odczuwam w jego głosie rozczarowanie ( „…a wydawała się taka miła i normalna…”) a nawet strach („…pewnie zaraz mnie zasztyletuje, w najlepszym przypadku opluje, w najgorszym coś odetnie…”).
Zadziorne pytania
Jeśli jest to kobieta to wyczuwam wyrzut i zniesmaczenie. I przyznam, że czasami nie kontynuuje rozmowy i nie tłumaczę, że nie trzeba się mnie bać, że nie jestem taka straszna, że bardzo lubię mężczyzn i nie mam nic przeciwko nim. Bywają jednak chwile kiedy nie brakuje mi sił i ochoty – wdaje się wtedy z przyjemnością w luźną pogawędkę o feminizmie.
Pytam zadziornie: „Jesteś ojcem świeżo narodzonej córki. Czy wyobrażasz sobie, że jeszcze nie tak dawno temu były czasy kiedy Twoja córka nie mogła studiować? A czy wiesz, że teraz kiedy dorośnie będzie dostawała za pracę na tym samym stanowisku co mężczyzna mniejsze wynagrodzenie? Podoba Ci się to?”.
I wtedy mój rozmówca otwiera szeroko oczy: „Oczywiście, że nie !”. Wtedy mówię: ”No to muszę Cię zmartwić – jesteś feministą”. Zwykle słyszę cichą, obronną odpowiedź: „A ja myślałem, że feministka to taka kobieta, która nie lubi mężczyzn”.
Sukieneczki, obcasiki, pomadki..
Otóż tak się składa, że marzeniem feministki nie jest znane nam z filmu „seksmisja” wyeliminowanie przedstawicieli płci „brzydkiej”. Feministka nie jest również grubą, nieumalowaną babą w spodniach, z nieogolonymi nogami i nieświeżym oddechem, która nie lubi dzieci i po trupach zmierza do celu.
Jestem feministką i uwielbiam spódnice, sukienki, bluzeczki, buty na wysokim obcasie a bez makijażu czuję się naga. Feminizm nie polega na naśladowaniu mężczyzn, czy przeobrażaniu się w nich. Nie jest też zamianą miejsc między kobietami i mężczyznami.
Feminizm wręcz podkreśla szczególną naturę kobiety i w najmniejszym nawet stopniu nie dąży do zniszczenia w kobiecie jej kobiecości. Feminizm mówi jedynie, że
natura kobieca ma taką samą wartość jak natura mężczyzn.
Feminizm dąży do zniesienia podziału na lepszych i gorsze, równych i równiejszych. Polega na zaakceptowaniu kobiecości i męskości i nie wywyższaniu żadnej z płci. Jak możemy wyczytać w wikipedii: „Feministki i feminiści dążą do przekształcenia tradycyjnych relacji między płciami, uważanych za zniewalające jednostkę. Stąd pochodzi też myśl, że
wyzwolenie kobiet jest i wyzwoleniem mężczyzn”.
Gdyby nie moje koleżanki sufrażystki (jedne z pierwszych feministek) nie mogłabym brać udziału w wyborach. Gdyby nie emancypantki, nie mogłabym studiować i na pewno mogłabym sobie wybić z głowy studia na tak męskim kierunku jak rzeźba. Nie miałabym najmniejszych szans wykonywania tego co jest moją pasją.
Kiedy walizka jest zbyt ciężka..
Zastanawiamy się często dlaczego w historii było tak mało kobiet naukowców. A czy czasami nie była to wina ograniczonych praw i tego, że nauka była dla nas zabroniona?
Dopiero w 1906 roku pierwszy raz profesorem została kobieta – Maria Składowska-Curie na paryskiej Sorbonie. Czy można winić za to niskie ambicje bądź brak zdolności intelektualnych kobiet? Czy jednak przyczyna leży gdzieś indziej?
Dzisiaj aż ciężko sobie wyobrazić, że musiałyśmy sobie wywalczyć prawo do gospodarowania własnymi zarobkami po zawarciu małżeństwa czy prawo do posiadania konta. Wydaje się, że dzisiaj nie ma już takich problemów, bo przecież mamy równe prawa. Jednak czy na pewno tak jest?
Pełna treść tego i pozostałych artykułów zarezerwowana jest dla Abonentów grajWysoko.pl.
Zaloguj się na górze strony lub zarejestruj do bezpłatnego abonamentu,
aby mieć dostęp do dalszej treści artykułu oraz pełnej Bazy Wiedzy.
Powiązane artykuły:





