A ja boję się! A czy wiem, czego się boję? Boję się? Co oznaczają te słowa? No więc czego tak naprawdę się boję? To „coś” jest materialne czy niematerialne? Istnieje realnie, czy istnieje tylko w mojej głowie? Widziałam „to” kiedyś” czy tylko słyszałam, że komuś – gdzieś – kiedyś się przydarzyło?

A może nigdy nikomu się nie przydarzyło? A jeśli komuś – gdzieś – kiedyś się przydarzyło, to jak wielu ludziom jeszcze się przydarza? Czy jest prawdopodobieństwo, że przydarzy się mnie? Czy to duże prawdopodobieństwo czy też ogromnie? A może całkiem malutkie, tak malutkie, że nawet go nie widać spoza horyzontu?

Boisz się? Tak bardzo się boisz? Więc zrób to, przed czym trzęsą ci się ciało i dusza!

A kiedy „boję się” pojawiło się w moim słowniku? I czy „boję się” używam wiele razy w ciągu dnia, czy raz na rok? A może częściej? Raz na tydzień? Raz na miesiąc? A może te słowa tak naprawdę nic nie znaczą? A może są obrazem namalowanym szarymi farbami? Może jest takim obrazem, który można zdjąć ze ściany i postawić za szafę?

Czy mój lęk ma jakiś kolor w ogóle? Czerwony? Niebieski? Szary? A może całkiem inny? Może ma kształt inny, niż typowy obraz? Może mój lęk jest gazową kulą, bez której nie mogę oddychać? Może jest wymówką, usprawiedliwieniem, może występuje w zastępstwie słowa – mogę!? Może łatwiej jest spojrzeć w twarz tobie, Mój Lęku, niż czemuś, co wymaga myślenia, planowania, działania? A może jesteś, Mój Lęku, lekiem na lęk przed szczęściem? Może tak naprawdę znaczysz: święty spokój?

Jak pozbyć się wewnętrznego lęku

A może Ty, Mój Lęku, jesteś dla mnie tak ważny, że nie mogę bez Ciebie żyć? Może pozwalasz mi pławić się w niebycie? Może zastępujesz mi marzenia? Może dajesz odpuszczenie grzechów? I czy w ogóle umiałabym dać Ci choć dwa dni urlopu?
Czy potrafiłabym bez Ciebie oddychać choćby przez jeden weekend? Co bym miała robić, gdybyś mnie opuścił? Jakie myśli przyszłyby mi do głowy? Czy uważasz, Mój Lęku, że odważyłabym się wreszcie zrobić to, co mi od dawna chodzi po głowie? Czy umiałabym myśleć, że moje marzenia są do spełnienia?

Czy nie wezwałabym cię, Mój Lęku, natychmiast na ratunek, gdybym uświadomiła sobie, że bez Ciebie nie mam wyboru? Że bez Ciebie musiałabym zrobić dla siebie to, o czym dawno już zapomniałam, że pamiętałam..? Czy miałabym ochotę na jakikolwiek wysiłek? Czy jestem warta, żeby cokolwiek dla siebie zrobić? I czy wtedy nie chciałabym panicznie, żebyś do mnie wrócił? Czy nie wróciłbyś natychmiast, gdybym nagle poczuła przerażenie nadmiarem rzeczy, które pragnę dla siebie zrobić? Czy wiesz, ile kosztuje realizowanie własnych pragnień? Czy wiesz, o ile łatwiej jest przeżywać życie na skróty?

Czy naprawdę, Mój Lęku chcę, żebyś ode mnie odszedł?


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

1 × 4 =