Co się dzieje, gdy gaśnie wewnętrzna żarówka?

Jest ambitna i piękna. Mądra i oczytana. Ostatnio zgłębiała teorię strun i życiorys Stephena Hawkinga. Dlaczego więc wygląda i zachowuje się jak Brzydkie Kaczątko? Kiedy zgasła w niej  żarówka, przestały błyszczeć oczy i czemu włosy nie lśnią już w blasku zachodzącego słońca? W buro-workowatych ciuchach przemyka ulicami miasta nie rozglądając się na boki. Gdy ją zapytać o życiowe cele odpowiada ze zdziwieniem, że w jej życiu nie ma czasu na takie ekstrawagancje. Bo jakie plany mogłaby mieć?

Zastanawiałam się ostatnio, jak niewiele kobiet z pełną świadomością kieruje swoim życiem. Moje obserwacje i badania potwierdzają, że jest ich, niestety, coraz więcej. Te energiczne, odważne i zdecydowane prą do przodu, z konsekwencją realizując siebie i kolejne plany. A szare myszy, niewidzialne i nieszczęśliwe? Gdzie mają szukać wsparcia i inspiracji?

Życie świadome? A co to takiego?

– Tak naprawdę nienawidzę tego, co robię. Chodzę do biura, bo muszę. Mąż sam nie utrzyma naszej rodziny. Ale z każdym rokiem czuję się coraz gorzej i tylko czekam na emeryturę. Przychodzą do pracy młode dziewczyny i one są jakieś takie inne. Denerwują mnie. Wyszczekane, obrotne, głośno mówią o tym, co im się nie podoba i czego oczekują. Za moich czasów nie do pomyślenia było, żeby panna dyskutowała ze starszą księgową. Miała robić swoje i się nie odzywać – opowiada 49-letnia Ewa, księgowa z dwudziestoletnim stażem pracy.

Ewa unika swojego życia. Boi się przyznać sama przed sobą, że okazało się bolesną porażką. Wydaje się wiedzieć, że – jak każdy człowiek – ma wolną wolę i może sama dokonywać wyborów. Ewa już tego wyboru dokonała, chociaż pewnie jeszcze o tym nie wie ( » o mocy przegapionych możliwości pisałam tutaj ). Bo Ewa zwolniła się ze świadomego życia.

A cóż to jest „życie świadome”?

Życie świadome to samodzielne wybory oparte o własne potrzeby, możliwości, pasje i pragnienia. To świadomość, że jestem kapitanem na statku i w pełni odpowiadam za decyzje i działania, że żyję swoim własnym życiem i to moje życie mnie cieszy.
Kobiety popełniają grzech zaniechania i wybierają życie nieświadome,

  • kiedy żyją wyłącznie życiem innych (męża, dzieci, pracodawcy, kochanków, partnerów ), swoje potrzeby chowając głęboko do szuflady,
  • kiedy zachowują się tak, jakby miały żyć wiecznie, i „kiedyś na pewno będę wreszcie szczęśliwa”,
  • kiedy odkładają swoje pasje „na później”,
  • gdy płyną z prądem, a za swoje niepowodzenia oskarżają fatum,
  • gdy zamykają oczy na nieprzyjemne fakty, które się im zdarzają,
  • gdy nie uczą się na własnych błędach.

Bardziej destrukcyjnym zachowaniem od płynięcia z prądem zdarzeń jest tylko brak woli zmiany. Unikanie jakiejkolwiek aktywności i inicjatywy sprawia, że z każdym dniem pogrążamy się coraz bardziej w niemocy i braku poczucia sprawczości. Jeśli życie płynie swoim torem i nie mamy na nie wpływu, to nie jest przeznaczenie. To nasz własny wybór.

♦  Kto, jeśli nie ja? Kto, jeśli nie ty?
♦  Odwaga i jeszcze raz odwaga

Kiedy wolimy przemilczeć, przeczekać czy stale czekać na lepsze czasy, narażamy się na powolne wyłączanie woli. Mózg zamienia się w bezkształtną papkę, zasnuwa się mgłą, a im dłużej trwa taki stan, tym jesteśmy bardziej ograniczane i pogrążamy się w niemocy ( » o frustracji czytaj też tutaj ). Pozbawiamy się odpowiedzialności za własne życie, aż pewnego dnia na stałe do naszego słownika wchodzi wyrażenie – Taki już mój los. Brrrrr!

Co dzieje się wtedy z resztą twojego życia?

Z bezsilności, w znanym trybie dzień za dniem i dzień za dniem odrzucasz, czy nawet już nie zauważasz uczucia smutku i bezwładu. Nie zauważasz upływu czasu, ani że kiedyś twój błysk w oku rozświetlał ciemną sypialnię. A stąd już krok do całkowitej utraty poczucia własnej wartości. Zaraz potem dostrzegasz, że utraciłaś już szacunek dla samej siebie. Jak więc może cię dziwić, że inni ludzie także przestali cię szanować?

Koszmarny scenariusz! Jak więc świadomie sterować swoim życiem?

Pierwszym krokiem jest odpowiedź na proste pytanie:

Czy moje życie naprawdę jest moje?

Drugi krok to określenie na nowo swojej własnej tożsamości. Odpowiedź na pytanie: KIM JESTEM  tylko pozornie jest prosta. Osoba pozbawiona pewności siebie często ma z tym największy problem. Tymczasem kluczem jest szczerość i podjęcie odpowiedzialności za siebie. A to oznacza nazwanie faktów po imieniu:

  • opisanie własnych odczuć i emocji; jak się teraz czuję, czemu dostrzegam to właśnie teraz,
  • obserwacja, jak ja widzę otoczenie i jak otoczenie odnosi się do mnie,
  • otwarcie oczu na sygnały, które płyną z wnętrza, czyli szczera rozmowa: czego kiedyś pragnęłam, czego pragnę teraz, jakie błędy popełniłam, w którym nie zgadzam się z rzeczywistością, w jaki sposób chciałabym to zmienić, co potrzebuję zmienić w sobie, z kim mogę o tym porozmawiać, gdzie poszukać wsparcia, jeśli nie czuję się na siłach samodzielnie zacząć
  • konfrontacja z faktami: jacy ludzie mnie otaczają, jak się do mnie odnoszą, czy doceniają moje sukcesy, czy tez dołują mnie przy każdej okazji, jak się z nimi czuję

– Nie zgadzam się z rzeczywistością, ale już zaczynam zdawać sobie z tego sprawę – mówiła Ewa, kiedy zaczęła pracować nad odzyskaniem poczucia własnej wartości. – Widzę, jak wiele błędów popełniłam i że nikt nie da mi tego, na co, jak sądzę, zasługuję. Sama powinnam wypracować w sobie poczucie mocy, sprawstwa, doceniania siebie. Trochę obawiam się zmiany, to prawda. Ale sądzę, że dam radę.

Ewa zrobiła pierwszy krok. Odnalazła swoje mocne strony ( o mocnych stronach pisałam »tutaj ), nazwała braki i niedociągnięcia, określiła pragnienia.

– Ale prawdziwym przełomem w mentalności, katalizatorem zmian jest uświadomienie sobie, że nie zjawi się nikt, z czarodziejską różdżką – mówi Katarzyna Metelska, psycholog i coach. – Szczęście odczuwamy wówczas, gdy żyjemy prawdziwie, gdy świadomie dokonujemy wyborów.

Pozbycie się bierności, zaspokojenie już pierwszej swojej potrzeby wywołuje radość tak wielką, że pragniemy więcej i więcej. A stąd już tylko krok do odbudowania wysokiej samooceny i pewności siebie.

Kiedy rozpoczynamy pracować nad poczuciem własnej wartości warto pamiętać o otoczeniu, w którym żyjemy.
Podstawowa zasada to unikanie toksycznych osób, dla których nasza bierność była wygodna. Otaczajmy się ludźmi, którzy są nam naprawdę życzliwi. Którzy dostrzegają nasze, nawet niewielkie, sukcesy. Chwalą i wspierają proces zmian, pilnują, abyśmy kreowali swój własny system wartości, a nie przejmowali system wartości innych.

Otwartość na nową wiedzę i konfrontacja starych wartości z nowymi potrzebami to proces złożony. Tym bardziej mądra i wspierająca osoba jest niezbędna podczas nowej aktywności. Kiedy już wiemy, zgodnie z jakimi wartościami chcemy żyć, pojawia się konieczność asertywnych zachowań. Wbrew uproszczonej opinii asertywność to nie „umiejętność mówienia nie”.

Asertywność to szanowanie siebie i swoich potrzeb, spójność zachowań z własnym systemem wartości. Nawet, jeśli komuś się to nie podoba, jesteśmy tacy, jacy jesteśmy. Otwarcie wyrażamy siebie, konfrontujemy siebie z innymi osobami, mamy odwagę żyć tak, jak chcemy.

– Pojawia się przy tym pytanie o system wartości – mówi Ewa. – Powinien być ważny dla mnie i ekologiczny dla mego otoczenia. Jeśli taki jest, nic mnie nie powstrzyma przed wymaganiem respektowania moich zasad i potrzeb.

Lęk przed byciem asertywnym

Niektórzy ludzie obawiają się asertywności, ponieważ wiąże się ona bezpośrednio z braniem odpowiedzialności. Tym bardziej należy zrobić pierwszy krok i pokonać lęk. Bo kiedy już jesteśmy asertywne, znika problem nieświadomych wyborów.

Wybierając odpowiedzialność i zachowując się asertywnie stajemy się królowymi życia. W nagrodę pojawia się samoakceptacja. Każda świadoma decyzja, każda obrona samej siebie, każdy sukces – cegiełka po cegiełce odbudowują w nas poczucie mocy sprawczej. I niezależnie od kolejnych trudności, znajdujemy źródło siły w samej sobie.

– Stałam się swoim przyjacielem – opowiada Ewa, uśmiechnięta, rozluźniona, zadbana. – To, co myślę o sobie, uległo w ostatnim czasie ogromnej transformacji. Nawet nie sądziłam, że taka zmiana jest możliwa. A jednak! – dodaje uszczęśliwiona.

Zaakceptuj siebie

Aby pozbyć się negatywnych myśli o sobie, trzeba je najpierw zaakceptować. Nawet jeśli nie są przyjemne. A właściwie – tym bardziej, gdy nie są przyjemne, ponieważ uwalniają się niszczące emocje, które dotychczas gromadziły się w podświadomości. Ta akceptacja oznacza też, że za chwilę zrobimy kolejny krok do przodu.

– Popatrzyłam w lustro i głośne powiedziałam: – Tak, to ja. Mam wiele wad, ale tez i dużo zalet. Narobiłam w życiu wiele głupstw, a najgorszym z nich było, że zapomniałam o samej sobie – opowiada Ewa. – Dziś jest pierwszy dzień reszty mego życia i najwyższy czas, abym się o siebie zatroszczyła.

Gdy już zostajemy swoimi najlepszymi przyjaciółkami, możemy nauczyć się wsłuchiwać w swój wewnętrzny głos. Poznawać ukryte pragnienia i intencje ( o sprawianiu sobie przyjemności czytaj » tutaj ). Pomagać sobie w trudnych chwilach jeszcze bardziej akceptując i rozumiejąc siebie.

Zadajmy sobie kolejne pytania, aż dojdziemy do sedna, do pestki, którą każda nosi w sobie. Poznanie, zrozumienie i akceptacja oznacza, że świadomie pokonałaś życie we śnie. Z tego miejsca podążamy dalej. Prosto do wytyczonego celu. Bo życie celowe to spełnianie marzeń, wyznaczanie daty ich realizacji ( Czego oczekujesz, to właśnie ląduje na Twoim talerzu ).

Podczas długofalowego procesu realizacji  celów nie możemy zapomnieć o spójności czyli wewnętrznej równowadze między tym, czego naprawdę chcemy a tym, co nam się wydaje, że chcemy. Bardzo często zdarza, się, że – na fali zmiany – dążymy do udowodnienia swojej wartości nie sobie, ale innym osobom. Mama, tata, babcia, narzeczony, który nas porzucił – im wszystkim chcemy pokazać, jak wiele jesteśmy warte. Tymczasem to, co robimy, ma być spójne, zwarte, każda komórka naszego ciała ma krzyczeć – Tak! tego właśnie chcę..!

Udowadnianie „czegoś – komuś” prowadzi donikąd, a raczej do ponownego runięcia w przepaść, kiedy okaże się po raz któryś z kolei, że twoje życie wcale nie jest twoje, że znów dopasowujesz go do wizji innych osób, zamiast po prostu być sobą.

Skąd wiesz, że jesteś spójna

Możesz polegać na czymś całkowicie niezawodnym, zwłaszcza w odniesieniu do kobiet. Gdy wsłuchujemy się w jej głos, wiemy na pewno, czy droga, którą podążamy, jest nasza, prawdziwa, czy mówimy swoim głosem i czy wyrażamy własne (a nie mamy czy babci) pragnienia. To intuicja. Głos płynący z podświadomości, do której przez lata spychałaś wszelkie swoje pragnienia, marzenia i plany.
Spójność oznacza też, że nasze gesty, ruchy, zachowania, sposób mówienia i ton głosu wyrażają nasze wewnętrzne myśli i je potwierdzają. Istnieje między nimi ścisła harmonia, a jeśli tej harmonii brak, zarówno my sami, jak i inni ludzie wyczuwają podświadomie zgrzyt pomiędzy naszym zachowaniem a słowami.

Transformacja

– Pewnego dnia usiadłam rano przy biurku i zapytałam samą siebie: co ja tutaj robię – mówi całkowicie odmieniona już Ewa. – Uświadomiłam sobie, że zawsze pragnęłam pracować wśród ludzi, rozwijać się. Dałam sobie dwie noce na przemyślenia a trzeciego dnia złożyłam wypowiedzenie umowy o pracę. Podczas urlopu wypoczynkowego zrobiłam kurs i zaczęłam pracę w agencji turystycznej – Ewa poprawia włosy szybkim, zdecydowanym ruchem. – Dziś wiem, że straciłam co najmniej dziesięć lat w pracy, która mnie nie interesowała. Ale robiłam to, bo mój były mąż uważał, że tak będzie dla mnie najlepiej, bo księgowe zawsze i w każdej firmie są potrzebne. Nauczyłam się w tamtej pracy wiele i teraz korzystam z tej wiedzy, więc nie uznaję czasu za stracony. Ale gdybym miała córkę, powiedziałabym jej, że powinna robić przede wszystkim to, co naprawdę kocha. Bo dopiero wtedy, gdy sama jest szczęśliwa, potrafi dać szczęście innym.

Ewa nie ma dziś nawet pretensji do swego byłego męża, że pewnego dnia odszedł. Wyobraża sobie, jak wówczas musiała wyglądać: wiecznie niezadowolona, zgorzkniała, zniechęcona. Na nic nie umiała się zdecydować, sama nie wiedziała, co jest dla niej dobre. Wieczne pretensje i żale przelewała na męża, który obserwował, jak z brylującej w towarzystwie, energicznej dziewczyny zmienia się w jędzowatą, zrzędzącą babowinę. Bo czy ona chciałaby być z takim mężczyzną?

Dziś wysoka samoocena i pewność siebie dają Ewie odwagę w realizacji marzeń i – szczęście. Pogodna w pracy i uśmiechnięta w domu wzbudza nieskrywane zainteresowanie koleżanek. – A niedługo znów wychodzę za mąż – mówi cicho, żeby nie zapeszyć. I sięga po kolejne ciastko czekoladowe.

Brak Ci wiary w siebie? Chcesz wzmocnić pewność siebie
a radość życia czerpać garściami?
Weź udział w warsztatach » Przebojowa, Pewna Siebie Kobieta
 
 

Zastanawiałaś się już nad swoją wewnętrzną żarówką?
Jesteś pewna, że Twoje życie naprawdę jest takie, jakiego pragnęłaś?
Czy myślałaś już, co i w jakim terminie możesz zmienić?

 

Dodaj komentarz